Borsucze bajdurzenia II Drukuj Email
Okiem fantasty
Wpisany przez Danny   
piątek, 29 stycznia 2010 00:00

Druga odsłona borsuczych zmagań z rzeczywistością realną i urojoną. Osobom czytającym w pośpiechu polecam streszczenie znajdujące się na końcu tekstu.

Rage time.

Wycieczki do księgarni kończą się zwykle na krawędzi ataku apopleksji. Pozycje, jakimi zalewany jest rynek wydawniczy, odrzucają. Najpierw szatą graficzną albo projektowaną przez poddane wcześniej lobotomii szympansy, albo będącą copypaste jakiegoś udanego projektu. Jeśli jednak sam wygląd Was nie odrzuci, nie traćcie nadziei, bo oto jest tytuł rodem z Magic Disco Polo Maker. Nadal trzymacie ten badziew w ręku? Rozumiem - wrodzona ciekawość, przekora, a może po prostu wiara w ludzkość. Muszę Was zawieść. Treść to mordercza mieszanka mizernych zdolności literackich, wtórnej/nijakiej/idiotycznej/etc. fabuły i żałosnego języka. To gówno jest wszędzie, wyłazi z półek, rzuca się do oczu wśród list bestsellerów. Jesteśmy serwisem poswięconym fantastyce, ale nie tylko do niej piję. Faktycznie, pewne bardzo popularne wydawnictwo zalazło mi szczególnie za skórę za serwowanie różnorakich koktajlii z debilizmu, analfabetyzmu, braku polotu i innych składników, które już wymieniałem. Koktajlii, których konsumpcja prowadzi zazwyczaj do ostrej i niezwykle bolesnej biegunki. Niestety, badziewie zaśmiecające półki księgarń, bądź sklepów sieci do miana "księgarni" aspirujących, to gros dostępnego asortymentu. Chyba zgodzicie się ze mną, że lektura większości tego typu dzieł jest niezdrowa, toksyczna i zdecydowanie woła o pomstę do nieba i zwrot pieniędzy, zupełnie jak w przypadku kawy z sieci Starbucks. Dowcip polega na tym, że tak naprawdę klasycy to takie gówno, które spodobało się innym, okrzyknęli je strawnym i wstawili na piedestał. Tylko patrzeć, aż podobny los spotka cykl pani Meyer. Nie powiem by było inaczej, podobają mi się klasycy. Może dlatego, że przez lata ulegali oni coraz surowszej selekcji. Dziś też można trafić na wartościową literaturę, rzecz w tym, że trzeba zaryzykować wcześniejszą kąpiel w szambie, by wyłowić ten okruch szlachetności.

Co to ma wspólnego z bitewniakami? Otóż niespodziewanie wiele (albo spodziewanie, bo w przeciwnym razie dalej bym pisał o swojej nienawiści do współczesnej beletrystyki). Jak powszechnie wiadomo, na polskich stołach bezsprzecznie króluje stajnia Games Workshop. Na pierwszym miejscu: staruszek "wuefbe". Trzyma się dzielnie, chociaż producent robi co może, byleby tylko go zepsuć. Póki co jednak nie pomogła ani infantylizacja całej otoczki, ani zasada "pierdolnijmy następną armię mocniejszą od poprzedniej" (co prawda są armie migrujące, ale sam fakt przemieszczania się oznacza, że ktoś na turnieje przychodzi), ani inne starania w stylu "niech plastik będzie droższy od metalu" nie zakończyły jeszcze żywotu biedaka. Ba, ma się całkiem nieźle, patrząc na naszą scenę turniejową. Jako taka notka poboczna: czy zauważyliście, że WFB jest najbardziej spauperyzowane? Wiem, brzmi okropnie. Samo słowo. Ale taka jest prawda. W zasadzie to nawet dobrze, zwłaszcza dla właścicieli sklepów oraz trudniących się handlem poprzez serwisy aukcyjne - to też może być jednym z powodów popularności WFB. System ten jest już u nas tak długo i ma taki przebieg, że nagromadziły się tony tanich figurek.

Drugie miejsce to... trutututu... 40k. Gra dynamiczniejsza i przystępniejsza w odbiorze, chociaż także systematycznie podgryzana przez twórców. Jednak nie od dziś wiadomo, że przeniknięcie przez plany GW jest trudniejsze niż zachowanie poczytalności w trakcie przemierzania przedwiecznych korytarzy na Antarktydzie. Niemniej "czterdziestka" z całą pewnością może sprawiać przyjemność i, patrząc na rzesze fanów, z całą pewnością ją sprawia. Jednak syndrom "zepsujmy to, co dobre" (tm by GW) widać coraz bardziej, głównie dzięki akcji promocyjnej systemu. Odkąd logo 40k zaczęło się pojawiać na półkach do tej pory okupowanych przez gry wideo (nie mówię tu o klasykach takich jak Final Liberation, Space Hulk czy Chaos Gate), można zaobserwować dramatyczny spadek poziomu nowych graczy. Cieszę się, że udziałowcy GW zobaczyli więcej rubelków, ale ja chromolę taką obsługę klienta. Nowe dodatki to gnioty, może za wyjątkiem Apokalipsy. Nowe figurki budzą uśmiech politowania, ale to już cecha nowej polityki wydawniczej firmy. Zostają jeszcze ładne modele z FW, ale aż czekam kiedy i je zarżną, bo znosiło złote jaja. I w dodatku spłycenie całej otoczki fabularnej, żeby dwunastolatkom się umysły nie wypaczały. Hura. Ja się grzecznie pytam, gdzie podział się ten zapał, ten specyficzny klimat rodem z lat 80.? Gdzie radość tworzenia, gdzie zaginęło hasło "od graczy dla graczy"?

I hop! już jesteśmy przy Warmachinie i Hordach. Z tym systemem miałem tylko bardzo pobieżną styczność, ale z tego co zdążyłem zauważyć, samo środowisko jest dość zwarte i nastawione na samopomoc sąsiedzką. Fakt, gra przeżywa teraz lekki kryzys w naszym kraju, ale raczej powstrzymam się od szukania winy u oficjalnego dystrybutora i po prostu spróbuję to wytłumaczyć zbliżaniem się Mk II, którego testy polowe trwają. I trwają. Żal mi wszystkich, którzy czekają na dwójkę, bo czas musi im się strasznie dłużyć. A, no i to jeszcze wina recesji gospodarczej. Zawsze jej wina.

Co dalej? Masa mniej popularnych systemów: Flames of War, Infinity, Anima Tactics, Starship Troopers, Mordheim, rozmaite wersje gier historycznych i tak dalej, ale wymienić to wszystko można na jednym wydechu niezbyt nałogowego palacza, bez zbytniego obciążania płuc. Zagłębiając się trochę w ten cały mhroczny półświatek można zaobserwować intrygujące zjawisko: im mniejsza społeczność, tym lepsze stosunki w niej panują (zanim ktoś zacznie drzeć ryja, że bywa inaczej, to zaznaczę, że to tylko ogólna reguła, a od reguły wyjątki się zdarzają). Nie mówię o jakiejś przesadnej wzajemnej miłości rodem z początków chrześcijaństwa/zaćpanej komuny hipisowskiej - rzecz oczywista, że trafi się czasem indywiduum, którego gęby nie mamy ochoty oglądać nawet przy stole. Chodzi o ogólny poziom kultury, takie śmieszne "coś", które pozwala się poczuć lepiej niż w burżuazyjnej kawiarni. Wyglądać może, że "ekskluzywność" to słowo-klucz, które... nie, nie "ekskluzywność" w tym negatywnym znaczeniu, w jakim może się ona niektórym kojarzyć. Ta dobra "ekskluzywność". Ona może być ratunkiem dla każdego ze środowisk, nie tylko bitewniaków, planszówek, erpegów, ale nawet i dla tych niedobitków pielegnujących tradycje dawnej inteligencji, jakie się tam jeszcze u nas ostały.

To takie trochę wołanie na puszczy, ja wiem. Mamy kapitalizm, firmy muszą popularyzować swoje produkty, by przetrwać i wyjść na plus. Poza tym to mleko już się wylało i można dalej obserwować ataki dzieci neo gwałcące swój rodzimy język, ba, nawet starszych i wydawać by się mogło, że rozsądniejszych i lepiej wykształconych graczy, którym zdarza się stwierdzić, że w Internecie nie trzeba przestrzegać zasad pisowni. A jeśli ktoś pisać i czytać nie umie, to z ogólną ogładą też daleko nie zajedzie. Powstaje jednak pytanie, czy lepiej z rosnącym przerażeniem obserwować, jak nasi współplemieńcy cofają się w ewolucji, czy też może lepiej pozakładać małe koterie będące jakimiś resztkami ginącej cywilizacji, których zadaniem będzie łapanie przedstawicieli swołoczy pojedynczo, tresowanie ich i doprowadzanie do stanu jako takiej używalności. No i zawsze można uznać, że większość ma zawsze rację i przyłączyć się do szalonej jazdy po równi pochyłej. Swoje pytanie pozostawię bez odpowiedzi, jej możecie sobie udzielić sami, w skrytości duszy. A jeszcze lepiej wyrazić ją w działaniach. Bo nie po słowach ich poznacie, lecz po czynach.

Drogi Czytelniku! Dobrze widzisz, że obiecanego streszczenia nie ma. I nie będzie. Nie można przez życie iść na skróty.

P.S.

Ktoś (naprawdę nie pamiętam kto) zauważył podobieństwo moich wypociń do felietonów Ibsena. Cóż, dla mnie to raczej chwalebne porówanie i podejrzewam, że jeśli kiedyś osiągnę podobną Ibsenowej lotność umysłu i pióra, to będę mógł umrzeć szczęśliwy.

Komentarze
Dodaj nowy
Don_Silvarro 2010-01-30 12:25:00

"Ja się grzecznie pytam, gdzie podział się ten zapał, ten specyficzny klimat rodem z lat 80.? Gdzie radość tworzenia, gdzie zaginęło hasło "od graczy dla graczy"?"

Poszedł do śmietnika, kiedy firma przestała być przedsięwzięciem "rodzinnym" a stała się spółką publiczną. Oczekujesz od akcjonariuszy prosperującego przedsiębiorstwa, żeby interesowali się losem jakiś pomylonych nerdów mieszkających u mamy w szafie?
danexior 2010-01-30 13:55:09

Rzecz w tym, że nie dzieje się tak na każdym poletku. Nie każda firma po zyskaniu odrobiny rozgłosu postanawia kopnąć klientów w tyłek.

Nie mieszkam w szafie, za nerda wybitnego też się nie uważam, nawet zdarza mi się wydawać własne pieniądze (ach te uroki życia na garnuszku rodziny). I chyba nie przesadzam ładnie prosząc o odrobinę szacunku do mojej osoby, a nie traktowanie mnie jak worka z pieniędzmi.
Nastor 2010-01-30 15:40:37

No wreszcie, już myślałem, że nie dotrwam.

OK, bardzo ładnie to wyszło i wypada się zgodzić, a właściwie to nawet trzeba się zgodzić. Pani Mayer napisała książkę dla nastolatek z poważnymi problemami na linii one-chłopak i bardzo je satysfakcjonuje obraz "zostawił ją z miłości, coby nie upierdolić w szyjkę", co można przełożyć "kocham cię, seks jest dla swołoci, więc idę się nawalić". No i wszystko fajnie, tylko czemu mamy być katowani tym cholerstwem na co dzień, jakby to było dzieło na miarę "Boskiej komedii" czy innego "Władcy Pierścieni".

Co do porównania całego bajzlu z bitewniakami, to też trzeba się zgodzić. Aczkolwiek ja bym z góry nie zakładał, że jak ktoś gra w czterdziestkę vel battla to już ma sztolnię w mózgu na dwa sążnie. Bo modele można mieć w sumie za taniochę, a gra się całkiem przyjemnie (jak sam stwierdziłeś).

No i tu tragicznym wyznacznikiem pozycji gry są pieniądze i lenistwo. Jakimś dzieciom nobliwych paszkwili anty-wszystko imponuje poczucie, że ich chlebodawcy ogołocili swoje portfele zasilając konto GW - poza tym łatwiej mieć wszystko na tacy, niż tłuc się z poszukiwaniem czy konwertowaniem modeli do Mordheima lub próbowaniem nauczenia się zasad FoW albo WM&H.

Jak już kiedyś mówiłem, super te Twoje wypociny się rysują, z przedstawienie wszystkiego od podszewki i takie twórcze mielenie przypada mi do gustu.
A w ogóle, to ja chcę bajdurzenia z większą częstotliwością.
Nastor 2010-01-30 15:42:58

...eś, a dzieciarstwu chyba po prostu odpowiada to, że ich chlebodawcy wiercą sobie dziury w portfelach vel to, że mają wszystko na tacy, a nie muszą się trudzić ze zdobywaniem modeli do Mordheima albo rozumieniem zasad FoW.

Bajdurzenia fajne, podoba mi się ujmowanie wszystkiego od podszewki i mielenie, ale wolałbym większą częstotliwość. :p
danexior 2010-01-30 22:47:41

Większa częstotliwość? Jeśli Cię to ucieszy, nr III jest w połowie gotowy, ale za wcześnie wyjść nie może, bo jeszcze Was zbytnio rozpieszczę.

Tak poza tym cieszy mnie fakt, że może się z tego jakaś mała dyskusja wywiąże. Albo przynajmniej zachęcę parę osób do wypowiedzenia własnego zdania. To nie boli i wcale nie trzeba od razu wchodzić na forum i grzebać w stercie tematów
Zasadzka 2010-01-31 11:27:35

dan, bardzo dobry tekst. Uzewnętrzniłeś w nim to, o czym chyba wszyscy tutaj myślimy..

A tak z ciekawości.. o czym będzie mowa w trzeciej części?
danexior 2010-01-31 13:06:03

Mogę zdradzić tylko, że ostatnio trochę myślałem o grach RPG.
Zasadzka 2010-02-01 16:29:46

Soczyście.

Gry RPG obciążone są jedną zasadniczą wadą.. ciężko zebrać drużynę w dzisiejszych czasach. Wszyscy mają napięte grafiki i choć chciałoby się zagierzyć- wolny czas chętniej przeznacza się na sen.
danexior 2010-02-02 18:54:18

Albo nawet jak grafiki nie są specjalnie napięte, to zdarzają się czynniki niezależne blokujące umawianie się na grę. Niestety znam z własnego doświadczenia.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
:D:):(:0:shock::confused:8):lol::x:P:oops::cry::evil::twisted::roll::wink::!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Uwaga! Używasz przeglądarki Internet Explorer 6!


Czy to źle?

Ogólnie rzecz biorąc tak. Internet Explorer 6 to przeglądarka archaiczna, producent jej nie aktualizuje, a jej działanie jest mocno kontrowersyjne. Wiele stron wykorzystuje techniki, których IE 6 ze względu na swój wiek nie obsługuje - jak choćby przezroczyste rogi w tej ramce.

Co mogę zrobić?

Najlepiej by było zaktualizować przeglądarkę na nowszą:

  • Internet Explorer 9 - aktualna wersja Internet Explorera, wspierana przez twórców.
  • Firefox - w pełni darmowa przeglądarka z automatycznymi aktualizacjami, wspierająca wszystkie obecne standardy. Obsługuje wiele dodatków, które poszerzaja jej i tak duże możliwości.
  • Opera - również w pełni darmowa, jej główną zaletą jet bardzo szybkie i bezawaryjne działanie i bardzo ciekawy wygląd.
  • Google Chrome - nowa przeglądarka internetowa wydana przez Google. Dużo opcji personalizacji, współpraca z usługami google.