| Borsucze bajdurzenia IV |
|
|
| Okiem fantasty | |||||||||||||
| Wpisany przez Danny | |||||||||||||
| wtorek, 06 kwietnia 2010 20:11 | |||||||||||||
|
Tak miał ten wstęp wyglądać na początku. Potem jednak się okazało, że moja radość była przedwczesna i zima kontratakowała, znowu leniwie rozkładając swój biały płaszcz ponad wszystkim i przyciągając ze sobą inne sygnały zapowiadające nadejście Buki. A Buki każdy rozsądny człek się przecież boi i woli siedzieć w domu niźli wystawiać się na jej mroźny pocałunek. A to była druga wersja wstępu. Aura okazała się jednak przewrotną bestią i teraz mamy już wiosnę pełną gębą. Jeśli tylko słoneczko wystawi pyzatą buźkę zza chmur, to jest nawet bardzo sympatycznie ciepło i aż się chce wystawić sobie leżaczek na zewnątrz i zacząć wcześniej pracę nad opalenizną i czerniakiem. Jednak w ciągu tygodnia, w dni pracy, lepiej jak jest tak posępnie, bo przynajmniej można się skoncentrować na pracy, a nie tęsknie wyglądać za okno i niecierpliwie się wiercić, byle tylko jak najszybciej wybiec i cieszyć się lepszą porą roku. To chyba przez marcowo - kwietniowy (czyt. wiosenny) przypływ hormonów czuję się teraz taki... pełen optymizmu i życiowego animuszu. Na jego fali zaczynam odczuwać podskórną potrzebę zakupu nowej armii. Zapewne widzieliście na Głównej relację z turnieju Animy. Dzień spędzony z graczami podświadomie natchnął mnie do zbierania którejś z frakcji. Dopiero później zadałem sobie dość ważkie pytanie: czy jest sens? Rozegrana bitwa pozostawiła we mnie mieszane uczucia związane przede wszystkim z kiepskimi skojarzeniami i związanymi z nimi wspomnieniami po MtG. Ale coś tam mi się zalęgło w głowie i chyba naprawdę czuję wiosenną miętę ku Animie. Rzecz w tym, że do nowej armii niezwykle łatwo się zapalić, gorzej z dalszym podsycaniem żaru, by buchał żwawym ogniem - nawet przy odpowiednim zapleczu finansowym. Słomiany zapał dotyka każdego. No chyba, że jestem jakimś takim roztrzepanym rodzynkiem, który nie potrafi się na niczym skupić dłużej niż 5 minut (nie, nie mam ADHD). Musicie wiedzieć, że w zasadzie udało mi się z powodzeniem zakończyć tylko dwa z moich projektów armijnych: Wysokie Elfy do WFB oraz Wojowników Cienia do Mordki (zgadnijcie czemu akurat ich). "W zasadzie", ponieważ poziom malowania dalece odbiega od poziomu moich aspiracji i ambicji. Słowem są do przemalowania, a w niektórych przypadkach nawet domalowania.
Moim skromnym zdaniem trochę tego jest, zwłaszcza gdy spojrzeć na ilość roboty, która mnie jeszcze czeka. Do czego zmierzam? Pewnie ten problem nie dotyczy tylko mnie i nie tylko ja mam kłopoty z oparciem się pokusie rzucenia wszystkiego w diabły dla nowego, "lepszego" projektu. A późniejsze efekty są opłakane i z góry wiadome - nawet na turniej nie można pójść, bo armia nie spełnia jakichkolwiek standardów. Jeżeli liczyliście na jakiś morał z tej historii, to się srogo przeliczyliście. Morału nie będzie. Siebie uważam za sprawę przegraną i niewartą dalszych starań, od Was zależy czy wyciągniecie z tego jakąś lekcję i skorzystacie z mojego doświadczenia, czy też postąpicie jak normalny człowiek i zrobicie po swojemu. Mi to rybka. Tags:
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |


U Was też wiosna już rozkwita? Bo ja z nieskrywaną radością obserwuję powolny odwrót śniegu z warszawskich ulic. Mam nadzieję, że zamieni się on wkrótce w paniczną ucieczkę, wszystkie gówna zalegające pod tym białym syfem spłyną razem z nim i będziemy mogli się cieszyć grzejącym słońcem i zieloną trawką.
To i tak całkiem niezły rezultat w porównaniu do takiej mojej czterdziestkowej Gwardii Imperialnej. Może nie jest mizerna, jednak zdecydowana większość modeli znajduje się w różnych stadiach rozkładu. Plastik świeci niemal wszędzie, sklejone figurki stanowią rzadkość, a można nawet natrafić na dość liczne przypadki rozklejenia i defragmentacji. Jeszcze doliczcie do tego niedawno, przynajmniej jak na moje standardy, zakupiony starter do Infowego Haqqislamu - w tym wypadku mogę się przynajmniej usprawiedliwiać, że jestem nadal w fazie konwertowania modeli, ale podskórnie czuję, że to tylko taka wymówka i jeszcze długo nie przejdę do stadium malowania... Och, zapomniałbym o kolekcji małych Niemiaszków do Bf: WaW, ale po zimie nawet ich znaleźć nie mogę, nie wspominając już o tym, że w towarzystwie jakoś idea zabawy z tym systemem zamarła. Niemniej chłopcy przynajmniej otrzymali podkład i poczytuję sobie to za niemały sukces.






