Borsucze bajdurzenia V Drukuj Email
Okiem fantasty
Wpisany przez Danny   
czwartek, 08 lipca 2010 19:29

Zgadniecie kto właśnie wrócił z przedwczesnych wakacji? Nie, to tylko ja. Za to macie kolejne bajdurzenia, okupione ciężkimi i niejednokrotnie bolesnymi (zazwyczaj dla mnie) badaniami. Otóż tak mnie ostatnio naszło: czemu kobiety patrzą krzywym okiem na nasze hobby?

Kiedyś słyszałem taką bajkę, że kobiety jakoby szybciej dorastają. Wychowuje się je w błogim poczuciu własnej wyższości, podczas gdy w rzeczywistości (rzecz nie do pomyślenia dla wojujących feministek) obie płcie są równe. Jednak "czym skorupka za młodu nasiąknie" i w rezultacie witają nas pełne politowania spojrzenia, gdy wyciągamy nasze zabawki. Nic dziwnego, że niejeden z nas może się poczuć jak skończony idiota. Albo chociaż, że coś z nim jest nie w porządku. Oczywiście życie mi miłe i nie nazwę stereotypowych zachowań kobiet "idiotyzmem". Określenie w ten sposób maratonów sklepowych, czy też krociowych wydatków na kosmetyki i biżuterię mogłoby wywołać falę zupełnie niepotrzebnych sporów oraz moje tajemnicze zniknięcie. O nie, chociaż nie jestem osobą wybitnie wartościową dla społeczeństwa, to chciałbym jeszcze chwilę pozaznawać ziemskich rozkoszy. Słowem stereotypy mają prawo działać w jedną stronę i to mężczyźni są niedorzeczni.

Jednak nie mam na celu uzewnętrzniania swojego mizoginizmu czy też deprecjacji płci przeciwnej, więc może przejdę do spraw bardziej zasadniczych i spróbuję opuścić grząski grunt.

Zastanówmy się chwilę, kto najczęściej reprezentuje kobiety na wszelakiej maści konwentach, turniejach i takich tam. Rzecz jasna poza nieszczęsnymi hostessami, którym płaci się za występowanie w półnegliżu przed śliniącymi się oblechami. Uczestniczki to gatunek dość rzadki, nie tak jak dziewice i jednorożce, lecz nadal niezbyt łatwy do upolowania. Zupełnie jak nadzienie w podrzędnej jakości pączku. W zasadzie grająca kobieta to nadal pewne kuriozum. Zazwyczaj są to towarzyszki graczy/zapaleńców (niepotrzebne skreślić).

Co je skłania do przebywania w jednym pomieszczeniu z ludźmi, z którymi ja czasem nie chciałbym mieć zbyt wiele do czynienia? Jednym słowem: mężczyzna. W większej: człowiek w afekcie jest zdolny do popełniania rozmaitych głupstw, więc skoro można w takim stanie dopuścić się morderstwa, to wystawienie się na parogodzinny maraton nudy powinien zdawać się błahostką. Czy warto się poświęcać w związku dla drugiej osoby pozostaje osobną kwestią, niezwiązaną z tematem rozważań.

Poradniki psychologiczne zamieszczane w prasie kobiecej, której lektura poza obowiązkowymi artykułami modowymi doprowadziła mnie na skraj obłędu (ci, którzy mnie lepiej znają, mogą się sprzeczać z tym stwierdzeniem i uważać, że tę granicę przekroczyłem już dawno), mówią jasno: jednym z elementów cementujących związek są wspólne zainteresowania. Początkowo myślałem, że to bzdura, że dla podtrzymania związku wystarczy seks. Potem do mnie dotarło, że to też rodzaj zainteresowania, obrzydliwie fizycznego, ale zainteresowania. Więc jeśli dwoje (albo więcej) ludzi może łączyć tak prymitywne hobby, to czemu nie modelarstwo, bądź zabawy pokrewne?

Nikt rzecz jasna nie mówi, że ma to być zainteresowanie absolutne. Wystarczy udawanie, że coś nas wciąga, tylko by sprawić przyjemność tej drugiej stronie (kolejny wątpliwy moralnie wątek - kłamstwo). Żeby nie rzucać słów na wiatr: sam czegoś takiego doświadczyłem. Moja ex (brzmi niezwykle dorośle, prawda?) zainteresowała się czterdziestką, bo widziała, że sprawia mi to przyjemność i zjada też pewną ilość czasu. Brzmi jak marzenia każdego gracza - co jakiś czas stoczyć potyczkę z własną dziewczyną. Nawet jeśli nie traficie na koszmarnie kompetytywną zdzirę to i tak sytuacja jest przereklamowana. Podkładać się, to znaczy opuszczać własny poziom i zaniżać ogólną wartość, nawet w oczach połowicy. Wygrywać - kłótnie, wyrzuty, brak seksu, który z jakiegoś powodu traktowany jest jako karta przetargowa. Poza tym rywalizacja jest jak najbardziej zdrowa, ale w związku może się okazać początkiem końca. Chyba.

Dla dobra wywodu muszę dodać, że jestem przeciwnikiem sklejania się ludzi w nierozerwalne symbioty, które są w stanie przetrwać bez siebie tylko tyle, ile czasu wymaga załatwienie potrzeb fizjologicznych. A i tak jestem pewien, że istnieją pary, które i do kibla razem chadzają. Potworność. Jestem zdania, że każdy potrzebuje odrobiny własnej przestrzeni, ale do tego jeszcze wrócę, tylko chciałem ten fakt zasygnalizować.

Wróćmy jednak do naszych jakże słodkich towarzyszek siedzących z nami na turnieju, zupełnie nie rozumiejąc co się dzieje. Ot po prostu chciały z nami spędzić wspólne sobotnie popołudnie. I teraz odbija się im to czkawką. Siedzą, ziewają, rozglądają beznamiętnie wokoło, słowem nudzą się niemiłosiernie. Na dodatek często przeszkadzają swoim partnerom, rozpraszają głupawymi, z punktu widzenia starego wygi, pytaniami, zaczepiają, starają się zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście kobieta może też stać się bronią, a dokładniej jej roznegliżowane ciało. Duży dekolt, czy odpowiednio kuse wdzianko może zdekoncentrować przeciwnika i ułatwić zwycięstwo (a także podbudować samoocenę kobiety). Gorzej, jeśli dziewczyna się tak nie ubierze, bądź jest aż tak niewyględna, że nawet najbardziej lubieżne zabiegi nic nie dadzą. Wtedy to już mamy do czynienia z porażką na całej linii.

Pewną, a nawet dość znaczną, rolę w kwestii niechęci do społeczności graczy jest obiegowy wizerunek. Nie okłamujmy się, powszechne postrzeganie wygląda następująco: znacząco otyły (przesadnie wychodzony), najlepiej z problemami dermatologicznymi i sporym ładunkiem dziwactw. Wspaniałości tej kreatury dopełnia ogólnie pojęta (kinder)mhroczność lub strój z flaneli i spodni na gumkę, podciągniętych stosownie pod pachy. Na naszym rodzimym podwórku występuje też dresowata odmiana gracza, która napawa mnie dość dużym zdumieniem.

Otóż obecnie w tych kręgach panuje moda by mieć na wszystko "wyjebane" oraz by "JP na 100%". Rzecz jasna przy tym wszystkim należy jeszcze regularnie katować frajerów. Problem pojawia się, gdy spojrzymy na nasze jak najbardziej "frajerskie" hobby. Czy zadawanie się, a czasem nawet wchodzenie w jakieś cieplejsze relacje z frajerami nie powinno być uznawane za plamę na honorze i rzecz odbierającą całkowicie szacunek ludzi ulicy? Być może wstydliwa pasja jest ukrywana przed ziomami z dzielni, być może taki osobnik musiał sklepać swojego kolegę. Robi nam się z tego niemal grecka tragedia.

Do zarzutów dotyczących aparycji typu idealnego gracza powinien dojść jeszcze ten dotyczący higieny osobistej. A dokładniej jej regularnego zaniedbywania i wiecznego, zdawałoby się, odkładania na później kwestii zajęcia się nią. Tak, tak. Ja rozumiem, że człowiek może się spocić jak mysz przy połogu, nawet w trakcie tak pozornie niewymagającego zajęcia jak gra. Jasne. Ale nasze wspaniałomyślne korporacje pokroju P&G czy Henkel wprowadziły na rynek specyfiki takie jak mydło czy dezodorant, by z nich czasem (w miarę możliwości codziennie) korzystać. Niekoniecznie musi to oznaczać szybki prysznic w trakcie przerwy. Niektórym jednak w trakcie przerw przydałoby się podmycie pach i psiuknięcie zapachem innym niż leśna bryza do odświeżania kibla. Wszystkim przebywającym w pomieszczeniu wyjdzie to na dobre. (Tak, podmycie jest konieczne, nawet gdy używa się aerozoli Diora, Armaniego, Chanel - inaczej wyjdzie gówno w bzie.) To wręcz fascynujące, że turniejowym uczestnikom udaje się dokumentnie zasmrodzić pomieszczenia, w których przebywają, nawet gdy są to wielkie hale sportowe, a ich wcale nie ma tak dużo, by się jeden na drugim tłoczyli. Być może śmierdzenie jest rodzajem taktyki mającej odebrać rywalowi chęć walki. Działa nie tylko na większość rywali - kobiety też skutecznie odstrasza.

Poza zdziwaczeniem, brakiem higieny, wyglądem rodem z najgorszych koszmarów Barbie (lalki) i dość wątpliwym kontaktem ze światem rzeczywistym natrafiłem na jeszcze dwa zarzuty. Pierwszy wydaje mi się, że już subtelnie zasugerowałem, a jest to zjawisko niezwykle popularne, daleko wykraczające poza nasze hobby i przewijające się przez rozmaite bliższe relacje międzyludzkie jak choroby weneryczne (lub jeśli wolicie coś mniej dosadnego, to wątek kazirodczy w telenowelach zza oceanu). Mowa tu o zwykłej prozaicznej zazdrości, tym razem o czas. Co by nie mówić, gry bitewne, modelarstwo, gry fabularne - to pochłania horrendalne ilości czasu, który można by przecież spokojnie poświęcić drugiej połówce. Tymczasem ona ma wszelakie (choć często bezpodstawne) prawo czuć się ignorowana. A nikt nie lubi, gdy się go ignoruje.

Drugi zarzut muszę przyznać, że mnie dość zaskoczył - brak estetyki modeli? Producenci, którzy utknęli w latach 80., rzeźby GW, czy niektóre firmy stawiające na jeden wyrazisty wzór mogą być kontrowersyjni. Nie o nich jednak mowa. Kobiety niezbyt przepadają za babraniem się w gównie, zabawami w błocie i dłubaniem w nosie. Z jakiegoś powodu nie wykształciły się u większości z nich upodobania do tak szlachetnych rozrywek. Siłą rzeczy nie będą lgnąć do figurek "obleśnych", raczej cenione będą ładne i urocze jak C. Ronaldo. Zombiaki, zgniłki, orkowie, czy inni brzydale odpadają w przedbiegach. Barbarzyńcy jeszcze ujdą w tłoku, ale tylko dzięki roznegliżowanym męskim klatom i rozbudowanym mięśniom brzucha. Pamiętajmy jednak o kobiecej schizofrenii. Męski negliż jest wporzo i seksi, ale gdy na stole pojawiają się humanoidalne spełnienia męskich fantazji erotycznych, to sprawa jest dla nas z góry przegrana. Nawet bardzo tolerancyjne kobiety mogą krzywo spoglądać na kolekcję tego typu modeli, zwłaszcza jeśli ich właściciel ma na tyle mało instynktu samozachowawczego, by jeszcze dodatkowo traktować je z nadmierną czułością. Niemniej prawda jest taka, że kobietom wolno wzdychać i fantazjować, a my musimy robić to za zamkniętymi drzwiami. A jak ktoś jest wystarczająco sprytny, to jeszcze może wyciągnąć z takiej sytuacji dla siebie korzyści, czasem niezwykle przyjemne. Warto praktykować, bo wbrew pozorom sumienie w narodzie jeszcze nie całkiem umarło.

Czas na konkluzje. Jeśli wśród Czytelników znajdują się przedstawiciele stereotypowych graczy, to radzę sobie wziąć powyższe spostrzeżenia do serca i zabrać się poważnie za siebie. Możecie się pocieszać, że każda potwora znajdzie swojego amatora, ale mam nadzieję, że takich kobiet jest jak najmniej na świecie, bo w przeciwnym razie chyba musiałbym przeprowadzić na sobie lobotomię, by zaakceptować ten bolesny dla świata fakt.

Do kobiet: Psik! Nie mam wam nic do powiedzenia, mogę się jedynie uroczo uśmiechnąć i podać numer telefonu. Tymczasem jednak, wybaczcie, to tekst od mężczyzn dla mężczyzn.

Czyli moje refleksje kieruję do zwyczajnej, szarej braci, która pada ofiarą uprzedzeń, choć posiada własne życie inne niż gildia w WoWie i odrzuca niewątpliwe uroki poślubienia poduszki z bohaterką Anime. Rzecz jasna w większości hetero, nie byłem w związku homoseksualnym, ani też nie w tej grupie prowadziłem badania (choć zagadnienie wydaje się całkiem ciekawe). Wybaczcie, ale nie zacznę tym razem bredzić o kompromisach i inszych złotych środkach. Prawda jest taka, że lepiej nie wymieniać tego wśród zainteresowań na początku znajomości. Może wyjdzie później, jeśli grunt będzie podatny, a nawet może się okazać, że dana białogłowa jest zachwycona i pod niezwykłym wrażeniem waszych zdolności manualnych. Jednak lepiej, jeśli będzie jej to całkowicie obojętne, a optymalnie, żeby nie wiedziała. Bowiem każdy człowiek potrzebuje swojego własnego azylu, miejsca, gdzie będzie mógł odpocząć, zregenerować się i odświeżyć w innym otoczeniu, niedostępnym drugiej stronie.

I słowo na koniec: Jeśli ktoś po przeczytaniu tego tekstu uznał, że piszę na poważnie i się ze mną zgadza, proszę o kontakt z dokładnym adresem i godzinami pobytu w domu. Tym razem nie żartuję.

Komentarze
Dodaj nowy
madprofesa 2010-07-09 13:52:33

Twoje spostrzeżenia Borsuku są rafne tyle, że jakoś mnie nie zaskakują, to wszystko już gdzieś, kiedyś było zaobserwowane i przeanalizowane. Jeśli chodzi o moją drugą połowę to akurat znaliśmy się już kilka ładnych parę lat zanim zabrałem się za Warhammera, także już nie miała odwrotu

Powiem szczerze, że teraz już nie gram w żadną grę figurkową i odwiedzam takie strony tylko z przyzwyczajenia z małą dozą nostalgii, nie wyobrażam sobie żebym zajmował się takimi rzeczami w wieku po-Chrystusowym.
Nie to żebym to krytykował, po prostu już mnie to najzwyczajniej na świecie nie kręci, co ciekawe nawet tacy starzy wyjadacze jak ekipa Subrosy już chyba całkowicie wymiękli, wiadomo: rodzina, biznes itp.

Jeśli zaś chodzi o posiadanie własnego azylu, to jest to potrzeba kardynalna i w moim przypadku zaspokajana w tym momencie przez paintball, coś jak WH40 tylko w realu
Don_Silvarro 2010-07-10 01:45:49

Jak Madprofesa zauważył, spostrzeżenia trafne, ale 'nic nowego pod słońcem'.

Więc może podzielę się swoimi doświadczeniami. Moja ładniejsza część pasję akceptuje, choć zbytnio się nie interesuje - dwa razy była z krótką wizytą w Cytadeli, raz chciała mi potowarzyszyć bo miałem się tam spotkać na omówienie paru spraw, a raz bo czekałem tam, aż skończy pisać egzamin (studia na SGGW, więc o rzut kamieniem a i tak po drodze do metra). Mniej więcej kojarzy o co chodzi, ale zainteresowanie ogranicza się do obserwacji co też mam aktualnie na warsztacie malarskim, prowadzonych przy okazji odwiedzin, czy też komentarza 'Ooo, ale fajny stwór trzyręki' na widok pomalowanego trolla do Chronopii prężącego się dzielnie na półce.
Don_Silvarro 2010-07-10 01:47:02

Ja z kolei nie staram się na siłę dramatyzować czy 'upompatyczniać' tego hobby i np. na zadane przez telefon pytanie "Co dziś robiłeś?" odpowiadam np. "Dłubałem sobie przy tych moich lalkach".

Inna sprawa że jakiegoś WFB czy inszego 40k nie dałbym jej w ręce nawet, gdyby chciała - jeno by się bidulka sfrustowała. Jeśli już, to może jakiś skirmish, może Mordheim, może Chronopię. Być może stąd złe doswiadczenia, Borsuczku - sztandarowe gry gejs łorkszopu mają tak brudne, nielogiczne, abstrakcyjne i niejasne zasady i tak absurdalną (i absurdalnie brzydką) estetykę, że odstraszają kobitki w przedbiegach. Może gdybyś wypróbował cosik w bardziej tradycyjnych klimatach fantasy, dynamiczniejsze i prostsze, efekty mogłyby być inne.
Don_Silvarro 2010-07-10 01:47:16

No ale teoretyzuję nad metodami zarażania niewiast, a zupełnie nie o tym miało być Więc wracając - gramy sobie za to z moim łośkiem w planszówki. Gdy jest okazja ze znajomymi, to w jakieś przygodówki fantasy, Cytadelę albo Battlestar Galacticę (oglądałem z nią pilot serialu i wrażenia były pozytywne - a przy planszówce znajomość bohaterów serialu praktycznie gwarantuje świetną zabawę), czasem też, gdy najdzie nas ochota, gramy we dwójkę np. w Small World, ostatnio króluje jednak Agricola (FTW!). Z drugiej strony nie marzy mi się nawet sadzanie jej przy Starcrafcie czy Twilight Imperium, z których sam ma radochę po pachy jak nie wyżej. I to bynajmniej nie z powodu bariery językowej (języki obce łosiek poznaje w wariancie 'byle tylko zakuć i zdać').
Don_Silvarro 2010-07-10 01:47:56

Więc, wnioskując - myślę, że po prostu w relacjach z swoją gerlfrendą (o żonie nie wspominam, bo po pierwsze nie mam, a po drugie wydaje mi się, że taki układ totalnie przemeblowuje całą sytuację) należy mierzyć siły na zamiary. Opowiedzieć, co się robi w wolnym czasie. Jak się zainteresuje i zechce, to fajnie, ale nic na siłę i nic ponad możliwości. Zaś te możliwości oraz stopień zainteresowania pewną tematyką trzeba po prostu ocenić na bazie tego, jak dobrze niewiastę znamy - inaczej nie da rady.

Kurde, to normalne, że mi długiego komenta ucina i nie wyświetla i muszę po X mniejszych wysłać?
admin 2010-07-10 08:11:33

Chyba nikt się nie spodziewał, że komentarz przerośnie artykuł ;) odblokowałem, możesz klepać do woli

Moja Lepsza Połowa również traktuje figuraski jako kurzozbierający element półdekoracyjny, i raczej tego poglądu nie będę próbował zmieniać - tak jest zachowana równowaga
danexior 2010-07-12 23:18:24

Na dobrą sprawę o to mi chodziło - o wywołanie komentarzy. Ze spostrzeżeń jestem zadowolony, bo choć niewątpliwie wtórne, to są poparte rzeczywistymi badaniami przeprowadzonymi przez moi. Domagacie się ode mnie świeżości obserwacji i przemyśleń? Raz, że socjolog raczej nie tym się zajmuje (a raczej mówi to, co inni myślą, a potem z uchachaną gębą siedzi i słucha jak mu potakują), dwa, że wtedy nikt by tego nie czytał, bo nie taka natura felietonów. Zrozumcie proszę, że treść jest ważna, ale ważniejsza tu dla autora jest forma (jakby nie patrzeć, szlifuję swój warsztat - może tego nie widać, ale podejrzewam, że praktyka kiedyś wyjdzie mi na dobre).

@madprofesa
Znam Twój ból, choć jestem o wiele młodszy. Ale cóż, chyba powinienem wrócić do bitewniaków, żeby Wam (Czytelnikom) lepiej służyć ;)

Nie wiem jak to jest, ale od jakiegoś czasu natrafiam głównie na kobiety, w których mozolne grzebanie przy maciupkich figurynkach wzbudza jedynie podziw dla wytrwałości i zręczności palców (no i głowy w drugiej kolejności)
madprofesa 2010-07-13 13:33:47

Wiadomo,Wytrwałość i zręczność palców może być przydatna, dlatego kobietom to imponuje
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
:D:):(:0:shock::confused:8):lol::x:P:oops::cry::evil::twisted::roll::wink::!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Uwaga! Używasz przeglądarki Internet Explorer 6!


Czy to źle?

Ogólnie rzecz biorąc tak. Internet Explorer 6 to przeglądarka archaiczna, producent jej nie aktualizuje, a jej działanie jest mocno kontrowersyjne. Wiele stron wykorzystuje techniki, których IE 6 ze względu na swój wiek nie obsługuje - jak choćby przezroczyste rogi w tej ramce.

Co mogę zrobić?

Najlepiej by było zaktualizować przeglądarkę na nowszą:

  • Internet Explorer 9 - aktualna wersja Internet Explorera, wspierana przez twórców.
  • Firefox - w pełni darmowa przeglądarka z automatycznymi aktualizacjami, wspierająca wszystkie obecne standardy. Obsługuje wiele dodatków, które poszerzaja jej i tak duże możliwości.
  • Opera - również w pełni darmowa, jej główną zaletą jet bardzo szybkie i bezawaryjne działanie i bardzo ciekawy wygląd.
  • Google Chrome - nowa przeglądarka internetowa wydana przez Google. Dużo opcji personalizacji, współpraca z usługami google.